Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Od lat tworzy muzykę, dla której porzucił sztuki wizualne. Mikołaj Trzaska: - Trzeba zaglądać do mroku

Maja Czech
Maja Czech
Od lat tworzy muzykę, dla której porzucił sztuki wizualne. Mikołaj Trzaska: - Trzeba zaglądać do mroku
Od lat tworzy muzykę, dla której porzucił sztuki wizualne. Mikołaj Trzaska: - Trzeba zaglądać do mroku Mikołaj Trzaska
Od lat tworzy muzykę, dla której porzucił sztuki wizualne. Po wielu latach połączył obie te dziedziny, tworząc niesamowite klimatycznie utwory zarówno na scenę, jak i do filmów. Maluje dźwiękami, dźwięczy obrazami. W muzyce łączy emocje oraz intelekt. Niedawno mieliśmy okazję, żeby się z nimi spotkać, więc wykorzystaliśmy ją na rozmowę.

Kameralne koncerty, to koncerty, na których najczęściej można pana usłyszeć. Czy tego rodzaju występy, w których staje pan na scenie sam lub z niewielkim towarzystwem, to jest to, co na tym etapie kariery lubi pan najbardziej?

- To są dwie rzeczy. Pierwsza rzecz jest taka, że muzyka, którą gram, jest skierowana do bardzo specjalnej publiczności, która ma odwagę przeżyć bardzo osobistą, intymną przygodę. Mam wrażenie, że kameralność tych koncertów jest jedynym sposobem do tego, żeby być człowiekiem, który chętnie zniżył swój lot, ale nie po to, żeby zniżyć swoje wymagania, ale żeby być bliżej ducha i żeby słuchacz miał poczucie uczestnictwa. To są koncerty, gdzie nie ma wysokiej sceny, nie ma rytuałów związanych z koncertową rutyną, gdzie ktoś się ładnie ubiera i przychodzi na koncert, które jest swego rodzaju spektaklem. Wolę zagrać więcej koncertów dla mniejszej publiczności, która jest bliżej i bardziej uczestniczy w tym koncercie, dlatego że język tej muzyki jest bardzo osobisty. Chciałbym, żeby publiczność była bliżej i widziała, że koncert nie jest zjawiskiem czysto performatywnym.

Chodzi o to, żeby był widoczny pot muzyków, ich oddech, praca i żeby ta muzyka była grana akustycznie. I to jest odpowiedź na pierwszą część pytania, a druga rzecz jest taka, że zależy mi na tym, żeby wciągać w takie granie młodych muzyków i żebyśmy się razem tym bawili. Muzyka improwizowana, czyli to, czym się zajmuję, to jest próba spotkania i skomentowania sytuacji i relacji, która dzieje się z muzykami na żywo. Oczywiście mam przygotowany jakiś program koncertu, ale ważniejsze jest to, że się spotykamy i próbujemy się podzielić naszym doświadczeniem pierwszego spotkania. Gram po to, żeby opowiedzieć coś o sobie, o tym, dlaczego chciałbym udoskonalać swój język artystyczny i dokąd idę jako człowiek, który się zdecydował na tę dosyć trudną drogę w życiu.

Krytycy często twierdzili, że tworzy pan trudną muzykę, ale te koncerty i reakcje publiczności chyba temu przeczą, bo przecież w muzyce chodzi przede wszystkim o emocje.

- Krytycy są po to, żeby przyprawiać łatki i ja to rozumiem. Mnie się przykleja łatkę, że moja muzyka jest trudna, a ja do końca nie wiem, dlaczego straszy się ludzi moją muzyką. Każdy muzyk musi prędzej czy później znaleźć swój język, którym się posługuje i cała sztuka polega na tym, że znaleźć ten język, czyli swoją osobność. Oglądamy obrazy czy czytamy książki, bo jesteśmy ciekawi, jak inni widzą świat. Szukanie wspólnoty polega na tym, że my oglądamy ten sam świat swoimi oczami. To jest klucz do pokazywania różności i zachęcania innych, żeby się nie bali mówić o tym, jak coś widzą, jak myślą o różnych rzeczach, chociaż są to czasami myśli absurdalne, niezgodne z ogólnym trendem.

To jest właśnie sposób na to, jak odważyć innych, ale też siebie, żeby coś opisać. Moja muzyka jest od tego, żeby tworzyć ten język, ale mimo że on jest trudny, czynić go tak precyzyjnym, żeby rzeczy, o których mówimy, były ważne. Myślę, że muzyka jest od tego, żeby komentować rzeczywistość, która jest trudna, bardzo złożona. Artysta jest od tego, żeby mówić, co się dzisiaj dzieje. No i zależy mi na tym, żeby trochę zaktualizować jazz, żeby wrócił do małych sal, żeby znowu był tym, czym był w latach 60. Żeby był pewną identyfikacją. Grając, staramy się w pewien sposób uspokoić, ale też wypełnić pewną świadomością. Mówię tutaj o procesie artystycznym, który wynika z potrzeby dotarcia do istoty rzeczy. I tu przytoczę zdanie nieżyjącej już choreografki, która nazywa się Pina Bausch. Ona powiedziała: „Nie interesuje mnie, jak ktoś się rusza, tylko co porusza tą osobą”. Dlatego dla muzyków jest najważniejsze, dlaczego gramy i jaki jest nasz cel. To jest podstawowe zadanie muzyki, a wydaje mi się, że w jazzie zostało to zgubione.

Jazz stał się obszarem dla wirtuozów, obszarem, który opuścił społeczny świat na rzecz świata festiwali i przez to w jakiś sposób rozłączył się ze swoją misją. W latach 60 ta muzyka była głosem czarnej społeczności Ameryki, chociaż nie tylko. Jazz integrował ludzi o różnych kolorach, różnych wyznaniach i różnym pomyśle na życie. O mnie czasami się mówi, że nie umiem grać, że to, co robię, jest niezgodne z zasadami jazzu, ale dla mnie najważniejsza zasada to wiedzieć, dlaczego się gra. Przychodząc na koncert, poza całą warstwą wirtuozerii, chcę się dowiedzieć, dlaczego ktoś gra. Jak ktoś pisze książki, to pisze historię, a ja muszę w tę historię uwierzyć. Wejść w ten świat i tam siedzieć.

Mówił pan, że muzyka powinna komentować rzeczywistość. Pan tworzy także muzykę do filmów i spektakli teatralnych, gdzie rzeczywistość jest określona. Zaczął pan od muzyki do filmów Wojciecha Smarzowskiego. Czy tworzenie tego rodzaju muzyki jest szczególnym wyzwaniem?

- Od dziecka marzyłem o tym, żeby pisać muzykę filmową. Chyba każdemu człowiekowi od dzieciństwa towarzyszy muzyka albo jakiś zapach. Nasze wspomnienia z dzieciństwa, to, jak jesteśmy zakorzenieni w pewnych sprawach, towarzyszy nam do końca życia. To jest taki kod wspomnień. Czasami idziemy ulicą i towarzyszą nam jakieś wspomnienia, na przykład muzyka, której się słuchało, kiedy miało się kilkanaście lat. I czasem jest tak, że jak coś przeżywamy, to w głębi duszy to słyszymy. Muzykę wesołą albo smutną. To są nasze bezpośrednie skojarzenia z tamtymi sytuacjami. I ja to mam. Wojtka Smarzowskiego znam od dziecka, więc kiedy zaczął robić, to było dla niego jasne, że skoro ja jestem muzykiem, to będę pisał muzykę do jego filmów. To były nasze dwa debiuty. Myślę, że dużo zespołów, które znam, to są zespoły, które powstały w czasach młodzieńczych, razem wchodziły w czas rozwoju. Wojtkowi zawdzięczam to, że wszedłem w świat filmowy i pracuję w nim do dzisiaj. To nie jest tak, że się jedzie do Hollywood i ktoś mówi: chodź, zrób muzykę do filmu. To raczej wynika z pewnych relacji. Taka prosta przyjacielska rzecz.

Ale też musi być ten sam rodzaj emocji. Nadawanie na tych samych falach. Porozumienie dusz dwóch twórców.

- Podejrzewam, że to, o co pani chodzi, to jest wspólna wrażliwość. Potrzeba, żeby wspólnie zagrzebać się w mroku. Myślę, że artyści tworzą głównie dlatego, że próbują się spotkać ze swoją częścią, która jest traumą. Mówi się, że artyści zostali namaszczeni albo dostali dar od boga, ale jakkolwiek się o tym mówi, to są osoby, które zostały doświadczone jakimś traumatycznym przeżyciem. W przypadku Smarzowskiego i mnie to właśnie nas łączy. Obaj chcemy zanurzyć się w mroku tak mocno, żeby znaleźć dalszą drogę, która ma pokazać sens tego, co robimy. W mojej muzyce pokazuję dużo skrajnych uczuć, które się wiążą albo z zagładą, albo z trudnymi rzeczami jak przemoc, nienawiść. Pokazuję, że takie stany powodują, że pozbywamy się myślenia i jak wtedy reagujemy.

To są trudne obrazy, a ja jestem od tego, żeby podkreślić ich trudność. Wejść wewnętrznie w rolę każdego bohatera, żeby pokazać, że nie wolno się nam od tego odwrócić. Musimy się do tego cofnąć, żeby potem się od tego obszaru odbić w jakąś jasność. Proszę zwrócić uwagę, że jak się zaczynają filmy Smarzowskiego, to już jest źle, a potem jest jeszcze gorzej. Natomiast w każdym z tych filmów jest miłość. Zawsze jest jakaś najczystsza z form, która rośnie niczym lotos na bagnach czy na jakimś śmietniku. W każdym z tych filmów pomiędzy całym tym złem jest coś bardzo czystego. I to jest coś, co nas bardzo łączy. Po prostu trzeba zaglądać do mroku. Ten mrok jest zawsze punktem odbicia, żeby dążyć do światła. Tego światła jest jednak dużo. Czasami to światło jest umieszczone w jednej, dwóch osobach, w jakiejś relacji. Każda z tych historii kończy się odjazdem kamery do góry, ale też kończy się miłością. Jak powiem, że filmy Smarzowskiego są o miłości, to się absolutnie nie pomylę.

Czy pana wykształcenie w kierunku sztuk wizualnych pomaga w komponowaniu muzyki?

- Jak zerwałem z edukacją akademicką na rzecz grania muzyki, to się bardzo od tego odciąłem i powiedziałem, że obraz, malarstwo nie. Kiedy Wojtek mnie zatrudnił do swojego pierwszego filmu, zobaczyłem, że to wykształcenie było mi ogromnie potrzebne. Uczenie się sztuk wizualnych polega na tym, że uczę się oglądać. Ja pochodzę z rodziny artystycznej, więc od dziecka uczyłem się patrzeć na dzieła sztuki. I nagle się okazało, że bez tych umiejętności nie byłbym w stanie pracować. W zasadzie w komponowaniu muzyki przydaje się wszystko, nawet to, że kiedyś pracowałem na budowie, że kiedyś układałem kafelki. Wszystko, czego doświadczamy, może się przydać. Jeżeli mamy zrobić porządek w piwnicy, to wywalmy dużo rzeczy, ale jeśli mamy zrobić porządek w głowie, to ostrożnie, bo wszystko się przydaje.

Teraz na świecie są takie tendencje, żeby studentom nauk ścisłych zwiększać liczbę godzin przedmiotów artystycznych.

- To ciekawe, bo właśnie rozmawiałem z moim kolegą o tym, że każde ćwiczenie mózgu przydaje się do tego, żeby ten mózg rozciągać. Nie lubię szkolnictwa, ale dostarczanie sobie różnego rodzaju wiedzy jest konieczne. Ale można się gimnastykować na różne sposoby. Można rozszerzać swoją wrażliwość, można się uczyć docierać do emocji, do których wcześniej się nie miało dostępu albo przeżywać je w głębszy sposób. Na wydarzenia traumatyczne na początku reagujemy krzykiem i ten krzyk jest wyrazem czystego bólu, ale kiedy wejdziemy w jego strukturę i zaczniemy pobierać z niego próbkę, to nagle zaczynamy go rozkładać na czynniki pierwsze. Zaczynamy się zastanawiać, dlaczego on taki jest. Wtedy zaczynamy uzyskiwać pełne zrozumienie. To jest czasem bardzo instynktowne. Nie do końca uważam, że to musi być tylko intelektualne. Najważniejsze, że na podstawie tego zaczynamy opowiadać pewne historie, które pozwalają nam zrozumieć pewne rzeczy. I wtedy już nie ma krzyku, tylko zaczyna się opowieść. Ta część jest o wiele bardziej złożona, bo wyjaśniamy to zjawisko. Powstaje nam twór artystyczny, który jest oparty na historii, którą można zawrzeć w scenariuszu filmowym albo w melodii. Emil Cioran, słynny filozof rumuński, kiedyś napisał, że kiedy czuje stan obezwładniającego wkurwu, bierze pióro i zaczyna opisywać. W momencie, kiedy zamienia te rzeczy w słowa, ten tępy ból się przetwarza w coś pięknego. Myślę, że od tego jest sztuka. Od przetwarzania rzeczy, od rozkładania ich na opowieść, na emocje, bo wtedy zatrzymujemy czas.

Chyba każdemu człowiekowi od dzieciństwa towarzyszy muzyka albo jakiś zapach. Nasze wspomnienia z dzieciństwa, to, jak jesteśmy zakorzenieni w pewnych sprawach, towarzyszy nam do końca życia. To jest taki kod wspomnień. (...) To są nasze bezpośrednie skojarzenia z tamtymi sytuacjami. I ja to mam.

Mikołaj Trzaska

Saksofonista i kompozytor. Jedna z najważniejszych postaci nowoczesnego jazzu z wielkim dorobkiem artystycznym. W latach 90. ubiegłego wieku Trzaska był muzykiem niezapomnianej grupy Miłość, twórcą i liderem zespołu Łoskot, połową duetu Masło. Współpracownik i partner wielkich postaci światowej sceny muzyki improwizowanej, m.in.: Peter Brotzmann, Joe McPhee, Ken Vandermark. Sposród Polaków współpracował m.in. z Marcinem Świetlickim, Andrzejem Stasiukiem, braćmi Oleś. Artysta jest liderem wielu własnych projektów oraz partnerem w zespołach innych twórców. Mikołaj Trzaska to także bardzo ceniony kompozytor muzyki teatralnej i filmowej. To on odpowiada za muzykę do wszystkich filmów Wojciecha Smarzowskiego.

Czytaj MM Trendy Trójmiasto w serwisie dziennikbaltycki.pl!

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź "Dziennik Bałtycki" codziennie. Obserwuj dziennikbaltycki.pl!

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Dni Lawinowo-Skiturowe

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Od lat tworzy muzykę, dla której porzucił sztuki wizualne. Mikołaj Trzaska: - Trzeba zaglądać do mroku - Dziennik Bałtycki

Wróć na pomorskie.naszemiasto.pl Nasze Miasto